sobota, 3 października 2015

RODZICIELSKIE SCIENCE-FICTION

SEKS Z ROBOTEM CZĘSTSZY NIŻ Z CZŁOWIEKIEM. JUŻ ZA 30 LAT


Taki tytuł ujrzałem ostatnio na fanpage'u Newsweek Polska. W czasach coraz powszechniejszego sprzęgnięcia się naszych organizmów z maszynami, nie powinien on dziwić. Poza tym, niemal każdy wynalazek człowieka prędzej czy później był właśnie wykorzystywany w przemyśle erotycznym lub wojennym. Cybernetyki też ów proces nie ominie. Co to, to nie. 


Jednak nie o seksie chciałem pogadać (a przynajmniej nie tylko). Wspomniany artykuł zainspirował mnie do wymyślenia całkiem niezłego (chyba) pomysłu na książkę fantastycznonaukową lub też film. Zaczęło się od niewinnego pytania: A gdyby to cyborgi przejęły wszelkie rodzicielskie powinności...? 

Zapraszam do lektury.

Powiedzmy sobie szczerze - w czasach Skype'a, tabletów i iPhone'ów temat seksu z robotem wydaje się tak oczywistą konsekwencją naszych poczynań, że wręcz banalną. To bardziej niż pewne, że prędzej czy później zaczniemy się rypać z cyborgami - idealnymi maszynami, które nigdy nie będą strzelać fochów, zawsze będą piękne i młode, lodzik będzie się zawsze kończył połykiem (w wersji dla panów), zaś wielokrotne orgazmy będą się sypać jak z rękawa (w wersji dla pań).

Będą atrakcyjne i kochające, nawet gdy będziemy je traktować jak ostatnie gówno. A gdy nam się znudzą, wymienimy bez żadnych konsekwencji na lepszy model. Zresztą, pewnie i tak się popsują, gdy minie gwarancja.

Tak czy inaczej, owe cudeńka będą wodą na młyn globalnego egoizmu. Lecz to tylko początek zabawy. Oczyma wyobraźni już wyobrażam sobie te wszystkie gwiazdeczki i celebrytów, którzy sprzedają prawa autorskie do swych ciał, by jacyś spece z Japonii mogli hurtowo produkować seks-cyber-laleczki o wyglądzie Paris Hilton, Ryana Goslinga lub naszej Dody. A dla kolekcjonerów znajdzie się cyborg o wyglądzie Rudolfa Valentino lub Claudii Cradinale. 

Prócz usług erotycznych, cyborgi będą wykonywały prace praktyczne: ot, choćby sprzątanie domu, dbanie o ogród, mycie samochodów. Z czasem zaczniemy im wydawać coraz odpowiedzialniejsze zadania: opieka nad chorymi oraz seniorami, ochrona dzieci w żłobkach i przedszkolach, pomoc w policji, straży pożarnej, szpitalach.
"RoboCop",
reż. Paul Verhoeven

Maszyna, która będzie w stanie podniecić nie tylko fetyszystów i dewiantów, ale przytłaczającą większość ludzkości, będzie musiała posiadać oprogramowanie pozwalające doskonale imitować uczucia, a cyborg z uczuciami może być nie tylko kosztowną seks-zabawką, ale też ogromną pomocą dla rodziców, którzy samotnie wychowują dzieci. Idąc dalej - przyda się z pewnością także tym rodzicom, którzy zupełnie nie mają czasu dla dzieci. Otworzy się nowy, wspaniały rynek: cyber-starych.

Wyobraźcie sobie, że oto ludzkość (a przynajmniej ta zamożniejsza jej część) zostaje zupełnie zwolniona z ciężaru rodzicielstwa. Bobo się rodzi, a obok niego od razu pojawiają się cyber-mama i cyber-tata, wyposażeni w precyzyjne algorytmy, dostosowane do charakteru i upodobań konkretnego dziecka. Cyber-starzy są mili, konsekwentni, nie miewają gorszych dni, nie popadają w nałogi, nie rozwodzą się, nie kłócą, nie wydają dziecku sprzecznych poleceń. Nie umierają. Nie popadają w depresję, nie są schizofrenikami, nie wieszają się na klamkach. Dziecko może na nich liczyć zawsze i wszędzie. Nie ważne, że co jakiś czas muszą się posilić płynem z akumulatora. Są perfekcyjni. 

A co w tym czasie robią biologiczni rodzice? Bawią się w najlepsze!!! Zanurzają się bez reszty w rzeczywistość złożoną w 70% z pracy i snu oraz w pozostałych 30% z imprez, używek, seksu i zupełnie nieskrępowanego hedonizmu. Już nie trzeba się martwić o pielęgnowanie ogniska domowego, o bycie dojrzałym i odpowiedzialnym dorosłym. Wystarczy tylko zadbać o regularne dostawy energii.

Rzecz jasna, tego typu rozwiązanie byłoby bardzo kosztowne, i z tego powodu dostępne tylko dla finansowych elit. Co z tego, skoro owe elity będą w większości przypadków wybierać nie seks z człowiekiem, lecz z perfekcyjnie imitującym człowieka androidem. Pewnikiem będziemy świadkami katastrofalnego niżu demograficznego.

Ale skoro to tylko amatorskie science-fiction, pójdźmy w naszych fantazjach jeszcze dalej. Przecież obok cybernetyki, rozwijać się także będzie inżynieria genetyczna, co w przyszłości może całkowicie zwolnić akt kopulacji z funkcji prokreacyjnej. Proces tworzenia nowych ludzi przejmie całkowicie państwo, które w sztucznych macicach pocznie umieszczać idealne genetycznie zarodki, na które po narodzinach będzie czekać zestaw powitalny: robo-mama i robo-tata. Aby jednak zachować się fair wobec poprawności politycznej, nieznaczna część dzieci będzie trafiać pod opiekę dwóch robo-ojców lub dwóch robo-mamuś. Robo-homo będą bardzo ważną częścią nowoczesnego społeczeństwa, które powinno być uwrażliwione na wszelkie różnice międzyludzkie; z tego samego powodu nie będzie uniwersalnego modelu robo-rodzica. Państwo w bardzo przemyślany sposób będzie rozdzielać dzieci do robo-Azjatów, robo-Murzynów, robo-semitów, robo-Arabów.

"Blade Runner", reż. Ridley Scott
A po jakimś czasie okaże się, że jeden robot w zupełności wystarczy. Ktoś pewnie parsknie: "żadna maszyna nie jest w stanie zastąpić prawdziwych rodziców!" Dobre sobie. Schwarzenegger w "Terminatorze" nie takie rzeczy robił. Poza tym - robo-rodzic nie będzie musiał chodzić do pracy.

No dobra, ale kto będzie to wszystko finansował? Jak to kto? Reszta społeczeństwa, która będzie mieć odciągane z wypłat ogromne podatki, przeznaczane na tworzenie, udoskonalanie i serwisowanie robo-starych. Koniec z rodzinami, ze świętami, religiami i kompromisami. Zadania człowieka przyszłości, wychowanego przez te cybercacka, będą następujące:
a) pracuj,
b) opłacaj robo-starych,
c) konsumuj,
d) baw się dobrze.

Prawda, że wspaniały punkt wyjścia dla "Nowego, wspaniałego świata" XXI wieku. Nawet tytuł by się znalazł: "Nowy, wspaniały rok 2084". To jak? Który Lem podejmie się napisania tego arcydzieła?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz