wtorek, 14 lutego 2017

Pieprzyć Konfucjusza, czyli o ukochanej pracy

"Dzień świra", reż. Marek Koterski
Znacię tę mądrość?
Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu.
Mądry Konfucjusz ukuł  to powiedzonko jeszcze przed narodzeniem Chrystusa i od tego czasu prześladuje ono ludzkość. Ile razy słyszeliście w młodości: najważniejsze, byś robił to, co lubisz; praca musi sprawiać przyjemność; niech twą pracą będzie twoje hobby... i inne takie? Pewnie sporo.

Mi też się wydawało, że klucz do szczęścia wiedzie przez zamianę swego hobby w pracę zarobkową. Ale wiecie, co się staje, gdy zamienisz swe hobby w swą pracę? Właśnie to - hobby przestaje być hobby, a zaczyna być pracą.

piątek, 3 lutego 2017

Oldboye na koncercie oldboyów

Gdy masz 20 lat, muzyka inaczej pachnie. A już abslutnym afrodyzjakiem jest zapach zbliżającego się koncertu. Jak wspaniale buduje koncertową dramaturgię cała procedura z nim związana. Oczywiście - alko. Najlepiej piwo. Jedno, dwa jeszcze w pociągu, nie ważne, że potem musisz szukać po całym wagonie kibla. Potem lądujesz z ziomkami na peronie, wypalacie papierosa, szukacie szamy na mieście, udajecie się do knajpy na jeszcze kilka browarów, a potem wreszcie udajecie się na koncert. Wiadomo, supporty są od tego, by wypić kolejne piwo, natomiast gwiazda się musi spóźnić. Spędzacie ten czas na poznawanie współkoncertowiczów, podrywanie dziewczyn oraz picie piwa. Nie ważne, że to już szósty browar. Jesteście tak podekscytowani, że organizm wyjątkowo sprawnie radzi sobie z nadwyżką alko.

Tak mniej więcej całą spawa wyglądała, gdy wybraliśmy się wspólnie na przedostatni w moim życiu koncert T. Love.

czwartek, 2 lutego 2017

Najcenniejszym darem jest spokój ducha, którego za cholerę nie posiadam

Wybaczcie trwającą ponad miesiąc blogową absencję, lecz muza wkurwu opuściła mnie gdzieś w okolicach połowy grudnia i chyba do teraz nie wróciła. Jerzy Pilch kiedyś zauważył, że czytanie jest bratem pisania, jedno do drugiego dąży, jedno drugim się inspiruje. Niestety, z czytaniem u mnie ostatnio krucho. Nie potrafię skupić się na żadnej książce. Próbowałem "Inną duszę"Orbitowskiego - wynudziło mnie. Próbowałem "Rok królika" Joanny Bator - odrzuciło mnie. Próbowałem wiersze, eseje, opowiadania, horrory, kryminały, biografie - absolutnie nic ostatnimi czasy nie potrafiło na dłużej przyciągnąć mojej uwagi.

czwartek, 15 grudnia 2016

To nie jest kolejny śmieszny wpis

Dawno, dawno temu Krzysztof Grabowski napisał taką piosenkę:

Całkiem spokojnie jem kolację,
wieczerza tłusta,
czuję błogie bezpieczeństwo,
zadowolenie w ustach.

Mój telewizor gra non-stop.
Bomba trafiła w środek tłumu.
Nie ma już co zbierać.
Nawet nie ma już co zbierać.
Pokazuje to kamera.
Zdjęcie ze strony:
http://www.un.org/apps/news/story.asp?NewsID=54769#.WFL7n-d97Dc 

Całkiem spokojnie jem kolację.
Wcale nie chce mi się rzygać.

Dziś treść tej piosenki uderzyła mnie ze zdwojoną siłą.

poniedziałek, 17 października 2016

Kilka słów o Halloween

No, nie mogę. Do 31 października jeszcze dwa tygodnie, a ja już muszę na fb oglądać te wszystkie akcje typu: "Jestem katolikiem, nie obchodzę Halloween", "Jestem patriotą, nie obchodzę Halloween" lub "Jestem amebą, nie obchodzę Halloween". Do jasnej cholery, a ja jestem heteroseksualnym facetem i lubię seks oralny, ale nie piszę o tym na fejsie.

Przez tych wszystkich zatrwożonych anty-halloweenowców nie tylko już dawno przestałem być przeciwnikiem tego święta, ale wręcz stałem się jego zagorzałym zwolennikiem. Nie powiem, też mnie początkowo irytowało bezmyślne małpowanie wzorców from USA, lecz wyjątkowo debilne argumenty przeciwników spowodowały, że od jakiegoś czasu w wigilię Dnia Wszystkich Świętych mam ochotę wsadzić sobie dynię na łeb i krzyczeć: opętało mnie! Opętało mnie!

Dobra, teraz na serio: przedstawię w punktach, dlaczego uważam, że Halloween to zupełnie niewinna zabawa i nic nikomu do tego, jak inni spędzają 31 października:

środa, 5 października 2016

Nieznane zalety przekleństw

Sprawa kłopotliwa: otóż córka, mimo nad wyraz bogatego zasobu słownictwa (jakżeby miało być inaczej, fakt posiadania takiego starego zobowiązuje), ma problem z poprawnym wyartykułowaniem "r". Wszak przyłożenie czubeczka języka do górnych dziąseł i wprawienie go w ruch (lub jak chce Wikipedia: zetknięcie języka z dziąsłami w periodyczny sposób), przepuszczając przy tym powietrze tak, by poruszyć struny głosowe, do najłatwiejszych nie należy. Dlatego generalnie przymykamy oczy na te "lowelki", "cukielki" i inne "plecelki", licząc, że pewnego dnia młoda sama dorośnie do tej wyjątkowo trudnej spółgłoski.

Ostatnio jednak okazało się, że frustracje, które przynosi praca, mogą służyć jako doskonała pomoc logopedyczna.

piątek, 23 września 2016

Męskim okiem o całkowitym zakazie aborcji

Wiem, wiem, oto kolejny samiec, który wypowiada się na tematy, o których nie ma pojęcia, ale skoro już tylu obeznanych w sprawie chłopów się wypowiedziało, to uważam, że głos jednego dyletanta nikomu krzywdy nie zrobi.

Czy uważam, że aborcja jest złem? Uważam. Czy jestem za całkowitym zakazem aborcji? Nie, nie jestem! Ta pozorna sprzeczność wynika z mego osobistego przekonania, że decyzja o przeprowadzeniu aborcji jest zawsze konsekwencją wyboru między jednym a drugim złem. I często właśnie usunięcie dziecka okazuje się złem mniejszym.

Tutaj pewnie jeszcze większość z Was się zgadza, jednak teraz przejdę do spraw dużo bardziej kontrowersyjnych.