Wiecie, że wczoraj minęły dokładnie 2 miesiące od momentu, gdy umieściłem tutaj ostatni wpis? Karygodne. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że taki ze mnie bloger jak z koziej dupy trąba. A przecież tyle wokół się dzieje.
Jak tylko wróciłem z urlopu, proza życia zawodowego przygotowała dla mnie tyle niespodzianek, że odechciało mi się blogowania. Chociaż nie. Popisałbym sobie, oj, popisał, jednak wizja utraty anonimowości trochę mnie przeraża. Generalnie przyszło nam żyć w czasach, o których bardzo chce się pisać, ale jakoś tak strach, nie?
czwartek, 22 września 2016
czwartek, 21 lipca 2016
Syzyf, Godot, wakacje
![]() |
| "Amerykańskie wakacje", reż. Harold Ramis |
I oto ponownie zbliża się czas urlopu. Znów na całe dwa tygodnie Syzyf może odłożyć kamlot i się poopierdalać. Oczekiwanie na urlop zaczyna się u mnie od maja. Rozumiecie? Od maja już myślę, jak to będzie wspaniale wyjść z pracy tego ostatniego dnia, spakować się, na mapie wyznaczyć trasę i wyjechać stąd w cholerę. Czasami myślę, że tylko te rozmyślania sprawiają, że potrafię każdego ranka odnaleźć siły, by wstać i ruszyć dupę do pracy.
Nie, nie chcę narzekać. Praca to dobrodziejstwo. Nie musicie mi o tym przypominać. To dzięki niej mam co jeść, pić, mam za co opłacić wodę, prąd i gaz, spłacić kredyt, córce sprezentować nową zabawkę, a czasami nawet to i sobie coś kupić. Więc praca jest ok. Tyle że... no po prostu wyczuwam coś głęboko upokarzającego, że przez ćwierć roku przy jako takim sprawnym stanie utrzymuje mnie świadomość, że przez dwa tygodnie nie będę pracował. Dodatkowo oszukuję się, że te 14 dni będzie niczym wieczność, że po tych 14 dniach wcale nie będzie trzeba wrócić do kieratu.
To czekanie na upragnione wakacje przypomina trochę czekanie na Godota, czyli na coś, co i tak nigdy się nie ziści. A może w tym całym urlopie najfajniejsze jest właśnie czekanie na urlop, gdyż dzięki temu przez dwa miesiące przyszłość jawi się ciut bardziej kolorowo. Bo co ma się wydarzyć w przyszłości? Ma się wydarzyć 14 dni zupełnej laby. Oczywiście, życie zawsze weryfikuje te pobożne życzenia, gdyż nagle okazuje się, że podczas urlopu jest bardzo dużo rzeczy do zrobienia i w efekcie czasu na leżenie do góry palnikiem pozostaje niewiele.
Tak czy inaczej, owe desperackie oczekiwanie na wolne pozwala wysnuć przypuszczenia, że ta cała praca wcale nie jest takim super-mega-wypasionym dobrodziejstwem, choć bez niej żyć trudno.
Dwa tygodnie, 14 dni, 336 godzin (mało, cholerka), 20 160 minut, wokół których rozprzestrzenia się ocean bylejakości, ośmiogodzinnych dniówek i porannego wstawania, rozjaśniany regularnie wolnymi weekendami i świętami.
14 dni.
Nie chce narzekać, ale to jest, kurwa, stanowczo za mało!
wtorek, 19 lipca 2016
Jak było w cyrku
![]() |
| "Cyrk", reż. Charlie Chaplin |
- Hurraa!!! - wykrzyknęła mała.
Kilka miesięcy już minęło od tego wydarzenia, pewnie niektóre detale zatarły się w mej pamięci, lecz relację przedstawię, i już! Ku przestrodze! Bo, moi drodzy, nie chodzi o to, że cyrki to rozrywka dla plebsu. Nie. Cyrki to zło! A przynajmniej ten, który widziałem. Aż żałuję, że uleciała mi jego nazwa z pamięci.
piątek, 1 lipca 2016
Krajobraz po bitwie
![]() |
| Zdjęcie z portalu Wirtualna Polska |
Stało się. Euro 2016 skończyło się dla nas. Na osłodę można dodać, że w wielkim stylu. Sam się dziwię, że piszę Wam o piłce nożnej, gdyż - tak mówiąc po cichu i w sekrecie - piłkę nożną mam tam, gdzie dość niepolitycznie jest przyznawać, że się cokolwiek ma.
Ale w tym roku mnie poniosło. Każdy z pięciu meczów oglądałem niczym thrillery Hitchcocka. Przyglądałem się nie tylko bitwom na boisku, ale też rozkminiałem tę całą okołopiłkarską atmosferę.
Sam nie umiem tego wytłumaczyć, ale przez okres brylowania naszej drużyny na Euro wszystko, cholerka, było jakieś żywsze, prostsze, pełne optymizmu. W mej głowie zaś zaczęło się pojawiać coraz więcej myślenia magicznego...
środa, 15 czerwca 2016
Jezus - życie i twórczość
Przy jeziorze, gdzie lubimy spacerować, stoi sporo kapliczek leśnych. Co chwilę pojawiają się a to Matka Boska, a to Jezus ukrzyżowany. No i w tym roku córka zaczęła zadawać pytania natury teologicznej.
- Co to za pan?
- Jezus Chrystus - odpowiadam. - Pamiętasz, kto się urodził w Boże Narodzenie?
- No. Pan Jezus.
- Właśnie. To tutaj wisi ten sam pan Jezus.
- Wisi? - ze zdziwieniem powtarza młoda.
- No tak. Został ukrzyżowany.
- Ale jak to ukrzyżowany.
- No, normalnie... - zaczynam, jakby w krzyżowaniu ludzi było cokolwiek normalnego, i z grubsza omawiam całą procedurę.
- A za co mu to zrobili? - mała drąży dalej. Chwilę myślę, co by jej tutaj odpowiedzieć, i w końcu odpalam:
- Wydaje mi się, że za obrazę uczuć religijnych.
Młoda ze zrozumieniem pokiwała głową i tego dnia już więcej nie wracaliśmy do tematu.
- Co to za pan?
- Jezus Chrystus - odpowiadam. - Pamiętasz, kto się urodził w Boże Narodzenie?
- No. Pan Jezus.
- Właśnie. To tutaj wisi ten sam pan Jezus.
- Wisi? - ze zdziwieniem powtarza młoda.
- No tak. Został ukrzyżowany.
- Ale jak to ukrzyżowany.
- No, normalnie... - zaczynam, jakby w krzyżowaniu ludzi było cokolwiek normalnego, i z grubsza omawiam całą procedurę.
- A za co mu to zrobili? - mała drąży dalej. Chwilę myślę, co by jej tutaj odpowiedzieć, i w końcu odpalam:
- Wydaje mi się, że za obrazę uczuć religijnych.
Młoda ze zrozumieniem pokiwała głową i tego dnia już więcej nie wracaliśmy do tematu.
czwartek, 9 czerwca 2016
Te wszystkie ludzkie potwory
![]() |
| "Carrie", reż. Brian de Palma |
Ostatnie tygodnie przed wakacjami nie są zbyt
fortunne dla mojej córki. Wpierw z rozpędu wleciała w zamek z klocków,
zbudowany przez niejakiego C. W ramach odpowiedzi na tak okrutną nonszalancję
wobec swego talentu architektonicznego C. moją córką opluł, po czym dodał, że
nigdy jej tego nie wybaczy. Dzień później oliwy do ognia dolała mała
manipulatorka N., która oficjalnie uznała moją córkę niegodną zabaw z nią oraz
jej koleżankami. No i zaczęło się. Pod sam koniec cudownie bezproblemowego pierwszego roku w przedszkolu córka wreszcie
się dowiedziała, że rówieśnicy bywają czasami (a może nawet i całkiem często;
wszak wiem tylko tyle, ile córka mi zdradziła – a właściwie ile z niej razem z
żoną wyciągnęliśmy) niezłymi kutasami. Efekt? Co rano marudzi, że za żadne
skarby nie chce iść do przedszkola. Dziś natomiast, gdy skończyłem wcześniej
pracę i mogłem ją zabrać na jej ukochany plac zabaw, okazało się na miejscu, że
nie ma zamiaru tam iść, bo… na placu są inne dzieci!
piątek, 20 maja 2016
Stare śmieci, nowe auto, czyli wpis złożony z rezygnacji, zmęczenia i frustracji
Więc jest tak:
a) nie zostanę pisarzem;
b) póki co, pozostanę dokładnie w tym miejscu, w którym jestem;
d) dopadło mnie permanentne wiosenne zmęczenie;
e) właśnie zauważyłem, że zabrakło tutaj podpunktu c), zatem wstawię go zamiast podpunktu f);
c) boję się oglądać wiadomości, słuchać radia, czytać gazet, bo z jednej strony gigantyczny PiS, z drugiej nieporadna jak dziecko "łopozycja";
g) nie mam pojęcia, czy teraz powinien być podpunkt g), czy jeszcze jednak podpunkt f);
h) skoro przed chwila było jednak g), teraz musi być h)
i) i koniec wyliczanki.
A - jest jeszcze jedna rzecz: wyjątkowo drażliwa i spędzająca sen z oczu perspektywa kupna nowego samochodu.
a) nie zostanę pisarzem;
b) póki co, pozostanę dokładnie w tym miejscu, w którym jestem;
d) dopadło mnie permanentne wiosenne zmęczenie;
e) właśnie zauważyłem, że zabrakło tutaj podpunktu c), zatem wstawię go zamiast podpunktu f);
c) boję się oglądać wiadomości, słuchać radia, czytać gazet, bo z jednej strony gigantyczny PiS, z drugiej nieporadna jak dziecko "łopozycja";
g) nie mam pojęcia, czy teraz powinien być podpunkt g), czy jeszcze jednak podpunkt f);
h) skoro przed chwila było jednak g), teraz musi być h)
i) i koniec wyliczanki.
A - jest jeszcze jedna rzecz: wyjątkowo drażliwa i spędzająca sen z oczu perspektywa kupna nowego samochodu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






